Znikająca chihuahua i terier irlandzki też

Po 18.00 wczłapałam wykończona do domu i pierwsze co do mnie dotarło to dziki skowyt jednej z chihuahua– Forda. Pognałam w kierunku rozpaczliwego pisku, drąc się jednocześnie do Syna Swego:
– Fiiiliiip, co jest Fordowi ?
– Nieeeeee wieeeem, przed chwilą też tak zapiszczał.
Dopadłam psa, zaczęłam go tulić, głaskać, pytać. Pies się uspokoił. Wzięłam go na ręce i wyniosłam na dwór, po czym wróciłam do domu, aby się z lekka ogarnąć. Po kilku minutach wyjrzałam na ogród i okazało się, że mała bestia zniknęła z pola widzenia. Przeszłam na przód budynku i tam zastałam trzęsące się nieszczęście. Podniosłam i zaniosłam do domu. Mały został w przedsionku, tam gdzie go postawiłam, ja z kolei pognałam do komputera, ponieważ czekała na mnie jeszcze pilna praca. Skupiłam się na „robocie”, w przelocie odkrzyknęłam tylko „cześć” Synowi Mojemu, który poinformował mnie, również w przelocie, że wychodzi. Zaabsorbowana pracą nie od razu zorientowałam się, że Ford nie przybiegł do mnie, że nie ma go obok. Zaczęłam go nawoływać. Cisza. Wstałam i zaczęłam szukać. Legowisko- puste, budka- pusta, w kuchni pod stołem- nie ma, w przedsionku – nie ma, w biurze pod stołem- nie ma, w łazience- nie ma, w kuchni- nie ma, w łóżku- nie ma… Powoli zaczął zbliżać się atak paniki. Psa nie było, a w mojej  pamięci z impetem budziło się wspomnienie jego mamy-Chiłki, która nagle zniknęła z domu. Uciekła, aby umrzeć.

chihuahua

chihuahua nieżyjąca już Chiłka

Znaleźliśmy ją, ale… od czterech lat nie ma jej z nami 🙁
Powoli, sukcesywnie zaczęłam ponownie przeszukiwać dom. Z sercem w gardle przetrząsałam dokładnie pomieszczenia: łóżko- nie ma, łazienka- nie ma, piwnica-nie ma…
– Fiiiliiip- wyszeptałam do słuchawki powstrzymując płacz- czy jak wychodziłeś to Ford się nie wymknął?
– Nie – zaskoczenie wyraźnie było słychać w jego głosie.
– Filip, nie ma go – załkałam.
– Mamo, przeszukaj jeszcze raz dom i daj znać, jak go nie będzie, wrócę i pomogę szukać.

chihuahua

chihuahua braterska miłość

Przeszukiwałam ponownie dom będąc  na pograniczu histerii.

– Filip, nie ma go- zapłakałam.
– Jadę.
Wyskoczyłam  pędem na ulicę. Biegiem wte wewte.
– Foooord! Foooordzio! Foooordek!
– Hej, nie widzieliście takiego małego, rudego pieska…
– Fooordzioooo!
– Przepraszam, nie widziała pani…. Chihuahua długowłosa…
– Foooordzio…

chihuahua

chihuahua

Płacząc, powstrzymując płacz, wołając, krzycząc, szlochając biegałam po okolicy. Zaczepiałam wszystkich: pieszych, rolkarzy, rowerzystów, biegaczy, młodych, bardzo młodych, starych… W między czasie wpadłam do domu, ogłosić na Fejsie, zrobić ogłoszenia, które Syn Mój porozwieszał. Zawiadomiliśmy schronisko. Efekt działań w necie był taki, że rozdzwonił się telefon. Rodzina i znajomi chcieli wiedzieć, co się dzieje. Zadzwoniły też dwie dziewczyny z Firmy.Po chwili przyjechała  Sylwia ze swym Bąblem 🙂 – jeździli po okolicy i szukali.
W domu piekło, pozostałe psy nerwowe, Chester zaczął wyć, niczym wilk, Joya kręciła się popiskując.

czarny terier rosyjski

czarny terier rosyjski – roześmiana Joya

– Mamo, wezmę Joyę i z nią pójdę, może ona pomoże znaleźć.
– Dobra, ja biorę Chestera.
Pomoc Chestera okazała się zerowa. Całą swą uwagę skupił, jak zwykle zresztą, na obsikiwaniu każdego zakątka. Ja mimo to szłam z nim i prosiłam ” Chestuś, gdzie Ford ? Szukaj Forda? Chestuś, szukaj! Gdzie Fordzio?” Na nic moje prośby. Joya- czarny terier rosyjski- też okazała się całkowicie psem nietropiącym.

chihuahua

chihuahua

Psy odstawione do domu. Kolejny raz zaczęłam przeglądać domowe kąty, osuwać meble.
Nic. Zero. Pies wyparował.
Przed 21 przyjechała Marta z chłopakiem. Ja byłam u kresu wytrzymałości. Usiadłam na schodach przed domem i powstrzymując płacz tłumaczyłam im, co już zrobiłam, gdzie byłam.
– A ogród przeszukałaś- zapytała Marta.
– Tak- odpowiedziałam zrezygnowana- ale może sprawdźcie jeszcze raz- kończąc zdanie zawyłam rozpaczliwie kolejny raz- Fooooooordzioooooo…..
Zabrzmiała cisza i nagle…
– Hau- cichutkie, a po chwili, drugie, głośniejsze.
Odwróciłam głowę a w przedsionku mały, rudy, trzęsący się Fordzio. Rzuciłam się na niego, zaczęłam ściskać, całować. Śmiech, żarty, radość.

chihuahua

chihuahua

Szybciutko dodałam na Fejsie post, że zguba się znalazła. Przyznaję, że na pytanie, gdzie był, nie miałam śmiałości napisać, że w domu. Udałam, że nie widzę 🙂 Taka akcja, a on schowany w chacie. Dla jasności powiem, że do dziś nie wiemy, gdzie był. Szukałam ja i Syn Mój, bo żeby tylko Syn, to bym się nie dziwiła.
Okazało się, że Fordzio był chory. Walczyliśmy dobry tydzień nim całkowicie doszedł do siebie. Teraz jest dobrze- tfu, żeby nie zapeszyć.

Ale żeby nie było tak łatwo, to dodam jeszcze jedną psią historyjkę.
Na wakacjach, jak wszystkim wiadomo, jest u nas Cezar 🙂
Pewnego dnia siedzę sobie przy kompie zanurzona w robocie i nagle błysk: „Muszę sprawdzić co Cezarek robi”. Wstałam i wyszłam na ogród.
– Cezar, Cezarek…
Cisza!
– Ceeeeezaaaar…. Ceeeeezaaarkuuuu…
Cisza!
Serce wskoczyło mi do gardła. Pędem przemierzyłam cały ogród. Cezar wyparował. Wpadłam do domu. Gonitwa myśli: „Zabiją mnie. Jezu, bawet na Fejsa nie będę mogła wrzucić, bo zobaczą. Znowu, kolejny pies!!!!”
– Ceeeeezarek- wywoływałam pieska biegając po wszystkich pomieszczeniach domowych.
– Ceeeezaaaar- zowu na ogrodzie i nagle powoli przez panikę przebijała się myśl: „piwnica”.
Pobiegłam, otworzyłam drzwi a na schodach…
Cezarek 😀

terier irlandzki

terier irlandzki

Wyściskałam chłopca oddychając z ulgą.

Jakby ktoś chciał pieska na przechowanie do mnie oddać- polecam się 🙂

Rozbiegane Myśli

Autor: Rozbiegane Myśli

Udostępnij ten wpis:

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *