Pseudoguz zwany również masą bezpostaciową

Pseudoguz zawisł w przestrzeni, zapisał się na papierze, zasiał się w mojej głowie, a tak naprawdę…

Pseudoguz rozrósł się w mym rozcięgnie podeszwowym.
Okazało się, że jest „bezpostaciową masą”, która 5-6 krotnie pogrubia rozcięgno i zajmuje niemal cały jego przekrój.
Jak na bezpostaciową postać robi całkiem niezłe zamieszanie.
Po pierwsze: poznaję słowa, o których istnieniu nie miałam pojęcia, bladego pojęcia.
Po drugie: wykluczona zostałam z biegania, z chodzenie intensywnego raczej też.
Po trzecie: poznaję namiętnie lekarzy, fizjoterapeutów, osteopatów.
Po czwarte: zwiedzam różne ośrodki medyczne.
Po piąte: w ogóle nie nadwyrężam środków zgromadzonych na koncie NFZ 🙂
Po szóste: brnę w dolinę finansową, bo… należy spojrzeć na: po piąte.
Po siódme: …
Mogłabym tak bez końca, ale przejdę do diagnozy.
Właśnie! Diagnoza.
Pod koniec maja trafiłam do Znanego w Poznaniu Doktora ortopedy. Doktor spojrzał, dotknął i zalecił. Fala uderzeniowa. Bo to przecież zapalenie rozcięgna podeszwowego orzekł z przekonaniem. Cztery wizyty, cztery fale, zero poprawy, natomiast optymizm Znanego Pana Doktora nie osłabł ani odrobinę. W połowie lipca wręcz przekonywał mnie, że pobiegnę w Pile półmaraton na początku września, mimo iż ból stopy nie ustępował, a może nawet był większy.
Poza tym zostałam przekonana, już przy pierwszej wizycie, że konieczne są dodatkowe wkładki do butów biegowych,bo:
” oczywiście, że będzie pani biegać i to już niedługo”

Znany Pan Doktor nie wspomniał o poszerzeniu diagnostyki. Na ostatniej wizycie usłyszałam, że chyba zaczniemy ostrzykiwać …

Nim jednak trafiłam do Znanego Pana Doktora, tuż przed startem w Półmaratonie w Tarnowie Podgórnym wpadłam do Znajomego (nie mylić ze Znanym) Doktora. Znajomy Doktor, pewnie po tej samej szkole co Znany, spojrzał, dotknął, kazał się położyć, zrobił zastrzyk, nie mówiąc jaki, kazał w internecie wygooglać hasło: zapalenie rozcięgna podeszwowego i znaleźć tam ćwiczenia i ćwiczyć. Przyznam, że tanio też nie było, biorąc pod uwagę jakość i miejsce wizyty.

W tak zwanym międzyczasie trafiłam na Uczciwego Fizjoterapeutę ( dodam, że przystępnego cenowo i bardzo rozsądnego. Jakby co, chętnie się nim podzielę:) ), to on już w czerwcu podpowiedział mi o poszerzeniu diagnostyki, gdy przyjechał na kolejną wizytę i ręce rozłożył nad mą stopą.

– Pani Kasiu- przemówił do mnie zatroskany- nie będę już do pani przyjeżdżał, ponieważ zrobiłem wszystko, co mogłem…
– Jak ?- przerwałam mu w pół słowa, albo zdania – Jak? Jak to pan nie przyjedzie, a co ze mną?
– Proponuję poszerzyć diagnostykę… Nie mogę dłużej brać od pani pieniędzy – tłumaczył zakłopotany.
– Ale…. żachnęłam się, myśląc błyskawicznie, że przecież chodzę do Znanego Pana Doktora- Ale… JAK?
– Najlepiej zrobić USG…

Minęło sporo czasu, kilka wizyt u osteopaty, zabiegi laserami i innymi wydziwami- o dziwo na NFZ 🙂 i w końcu padło konkretne nazwisko Fachowca Od USG.
No i to on właśnie umiejscowił na papierze, zasiał w mojej głowie, zawiesił w przestrzeni psedoguza.

pseudoguz

Psuedoguz

Z obrazem namacalnym bezpostaciowego stwora trafiłam do Jeszcze Bardziej Znanego Doktora, co oznacza oczywiście, że duuuużo droższego 🙂
Pan doktor czytał długo to co mu na biurko położyłam, prawie się zlękłam, że jak Bartek Mors, czyta i nie rozumie, bo kilkadziesiąt minut wcześniej dałam Barkowi poczytać 🙂 a Bartek przeczytał, podniósł głowę i , „przetłumacz” , poprosił.
Jednak nie. Rozumiał, ale chyba oczom nie wierzył.
Wstał, przeprosił mnie i powiedział, że idzie to skonsultować. Wrócił, usiadł, zasępił się…

– Alternatywą dla operacji jest przeszczep szpiku pobranego stąd- mówiąc to wskazał na swe biodro.
– Stąd? – zapytałam wskazując palcem na jego biodro.
Chwila minęła nim pojął co mam na myśli, uśmiechnął się i wskazując palcem tym razem na moje biodro rzekł:
– Stąd!
– Aaaa! To zmienia postać rzeczy- zdecydowanie oświadczyłam.

Rozmowa była długa. Dotyczyła kosztów, możliwości, bolesności, rokowań, zagrożeń…
Stanęło na tym, że najpierw wizyta u fizjoterapeuty w Znanej Klinice, aby skonsultować dotychczasowe zalecenia.Po miesiącu intensywnej rehabilitacji kolejne USG, aby zobaczyć czy bezpostaciowiec się zmniejsza. Jeśli nie, to zastrzyk ze szpiku, pobranego
z TEGO biodra wstrzyknięty pod kontrolą USG bezpośrednio w pseudoguza. Potem kolejne miesiące rehabilitacji.

Potrwa to wszystko jakiś rok, półtora.

Gdyby się jednak okazało, że nie zadziała nic, to operacja, której Jeszcze Bardziej Znany Doktor nie poleca, ponieważ…

– To nie jest zwykłe rozciąć, wyciąć, zaszyć- tłumaczył mi, pokazując jednocześnie ryciny i zdjęcia – z operacją związane jest duże ryzyko…

Stanęło na tym, że…
Długo nie będę biegała.
Może już nigdy.
Fizycznie i namacalnie potrzebuję bardzo dużej ilości złotówek.
Ale, najważniejsze o czym się przekonałam, to to, że…

Jeśli ktoś chce iść do jasnowidza albo wróżki to polecam kilku lekarzy, których znam osobiście i doświadczyłam na własnej swej stopie, że diagnozy przez nich stawiane były iście wywróżone 🙂
Okazało się też, że różnie z tymi wróżkami bywa: jednej się uda, drugiej nie 🙂 W moim przypadku, nie udało się żadnej. Pomogła prawdziwa diagnostyka, z krwi i kości, albo ze śrubek, metalu i innych dziwnych materiałów 🙂

pseudoguz

pseudoguz wróżka

Rozbiegane Myśli

Autor: Rozbiegane Myśli

Udostępnij ten wpis:

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *