O hermetycznie zamkniętej pomocy doraźnej

To nie będzie relacja o bieganiu, to będzie relacji relacji 🙂

Koleżanka udała się na ostry dyżur do jednej z poznańskich placówek medycznych gwarantujących pomoc doraźną. Usiadła w holu na krzesełku i posłusznie czekała na wizytę.


W pewnym momencie na ugiętych nogach, z wybałuszonymi oczami- jak opowiadała Sylwia – wpadł z łomotem do poczekalni młody mężczyzna i charczącym szeptem, osuwając się na krzesło obok Sylwii, oznajmił, że ma coś z sercem.
Przerażona koleżanka zerwała się i zaczęła biegać oszołomiona widokiem poruszającej się klatki piersiowej gościa. „Jakby mu stado pcheł za koszulę ktoś wrzucił, tak mu ta klatka piersiowa falowała – opowiadała mi Sylwia – no nikt sam by tak nie potrafił.”
Krzyknęła do pielęgniarki, aby ta wezwała lekarza.
Okazało się, że…. zejdzie później.
Sylwia zaczęła dzwonić na 112. Bez skutku. Będąc na pogotowiu próbowała wezwać pogotowie.

nurse-309793__180

Dopadła do pani w okienku błagając, aby ona zawołała karetkę.
Pani burknęła „czekać” i zamknęła okienko.
Roztrzęsiona dziewczyna zauważyła przemykającego bokiem sanitariusza.
Ruszyła za nim prosząc o pomoc.
Ten prawie kopniakiem za drzwi ją wypchnął.
112 nie dopowiadało, cała obecna w okolicach poczekalni służba zdrowia pozamykała się i pochowała przed spanikowaną Sylwią i ledwie żyjącym człowiekiem.
W końcu, po nieskończonym dla Sylwii czasie, pojawił się lekarz i zajął się pacjentem.
Sylwią też się potem zajęli.

Podsumowując to zdarzenie nie wspomnę nic na temat naszej służby zdrowia, ale wspomnę o tym, że Sylwia obiecała sobie, że jak poczuje swój koniec, to pójdzie właśnie do tego pogotowia i tam im na złość w poczekalni skona 😀

Taka jest ta Sylwia 😀

Rozbiegane Myśli

Autor: Rozbiegane Myśli

Udostępnij ten wpis:

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *